Wspólnota Betlejem w Jaworznie

   Chrześcijański Dom Modlitwy i Opieki nad Ubogimi ,,BETLEJEM"
Schronisko   -  43 -605 Jaworzno Dąbrowa Narodowa  ul. Długa 16  tel. 752 79 26  
kapelan - ks. Mirosław Tosza,
nr tel./fax.: (032 / 752-79-26)
e-mail:
padremir@onet.eu
mtosza@betlejem.jaw.pl
betlejem@betlejem.jaw.pl

www:
www.betlejem.jaw.pl

Nr konta: PKO BP O//TYCHY    64 1020 2528 0000 0602 0014 4501
 z dopiskiem ,,Betlejem"
Stowarzyszenie Dobroczynność
Dekanatu Matki Bożej Nieustającej Pomocy
ul. Katowicka 6, 43-603 Jaworzno
Województwo Śląskie
NIP 632-17-70-621
KRS:  0000220458

BRAT NASZEGO BOGA
 ,,Powinno się być dobrym jak chleb.
                    Powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole, z którego każdy może kęs
 dla siebie ukroić i nakarmić się jeśli jest głodny"

                            Św.  Brat Albert Chmielowski
 

Jest już oficjalna strona Wspólnoty ,,BETLEJEM" 
Chrześcijański Dom Modlitwy i Życia z Ubogimi " BETLEJEM  

KRS:  0000220458

Twórcom, prowadzącym i odwiedzającym katolickie strony internetowe

życzymy : Szczęść Boże !
 


 

Autor: Wspólnota BETLEJEM
07.04.2011.
Ikony w Betlejem (wideo)Jak powstaje ikona? O tym opowiada ks. Mirosław Tosza, założyciel wspólnoty „Betlejem” w Jaworznie. W domu – byłej szkole mieszkają bezdomni oraz ich przyjaciele. Wspólnie się modlą, ale także zarabiają na siebie. M.in. dzięki ikonom. Zobacz film.







Taką nazwę nosi nowa, po raz pierwszy organizowana w diecezji sosnowieckiej akcja charytatywna na rzecz bezdomnych, którzy mieszkają
i tworzą wspólnotę „Betlejem" w Jaworznie. W jej ramach do wszystkich parafii, których proboszczowie wyraża taką chęć, trafią 15 czerwca chlebki
- symbol miłości z potrzebującymi.

Jak powiedział w rozmowie z KAI założyciel „Betlejem" ks. Mirosław Tosza, nie ma wyznaczonej ceny za chlebek. - Jest to dar serca — podkreśla ks. Tosza. 8 tysięcy chlebów na dwa dni przed akcją rozwiozą
do parafii wolontariusze. Każdy będzie na wiklinowej podstawce, opakowany folią, w której znajdzie się również fragment jednej
z wypowiedzi patrona diecezji sosnowieckiej, św. Brata Alberta. Jego wspomnienie Kościół obchodzi 17 czerwca. Akcji patronuje biskup Adam Śmigielski.

Wspólnota „Betlejem", choć w większości należą do niej bezdomni, nie jest noclegownią czy domem
dla bezdomnych. Bardziej można ją nazwać wspólnotą modlitewną. — Naszym podstawowym powołaniem jest adoracja
— opowiada ks. Mirosław Tosza, założyciel wspólnoty. — Stąd nazwa: „Betlejem". Tam bowiem Bóg, aby stać się nam jeszcze bliższy,
stał się bardzo ubogi, rodząc się w skrajnej nędzy. Ubodzy zostali też zaproszeni, aby jako pierwsi pokłonić się Nowonarodzonemu.
Byli to pasterze powiadomieni przez aniołów. Ubodzy przyszli adorować ubogiego. Aktualnie w ciągle remontowanej własnymi siłami starej szkole mieszka razem z nim 17 osób. Wszyscy, którzy maja taką możliwość, pracują zawodowo. Dom utrzymuje się również
z rozprowadzanych ikon, które mieszkańcy sami produkują i sprzedają w parafiach. W przyszłości, jeśli akcja „chwyci” mieszkańcy domu chcieliby się podzielić zbieranymi poprzez sprzedaż chlebków funduszami z jeszcze biedniejszymi od siebie.

                                                   

                                  1                                                                                                                                                2

                                                           

                                3                                                                                                                                                4   

                

                               5                                                                6                                                                                        7

Zwierzenia człowieka, który z butelką jałowcówki podsumowuje swoje życie są kanwą monodramu „Czułem się dobrze tylko
w górnych sytuacjach”, jaki 4 i 11 maja przedstawił Mirosław Samsel, zawodowy aktor mieszkający w Domu Wspólnoty „Betlejem” w Jaworznie. Przedstawienie zainaugurowało działalność sceny „Oratorium”.
 

Około 8 tysięcy chlebków rozprowadzono w ramach akcji Albertyński Chleb z Betlejem. Po raz pierwszy zorganizowała ją
w diecezji sosnowieckiej wspólnota „Betlejem” z Jaworzna, do której należą ludzie bezdomni.

JAK DZIECIĄTKO PŁYTĘ NAGRYWAŁO

Wspólnota bezdomnych i ich przyjaciół „Betlejem” z Jaworzna zaprosiła z koncertem kolęd Antoninę Krzysztoń, która 23 stycznia wystąpiła wieczorem w hali Miejskiego Centrum Kultury w Jaworznie. Dziękowała w ten sposób za wypożyczenie od wspólnoty figury Dzieciątka Jezus na czas nagrania nowej płyty. Figura odwiedzać teraz będzie kolejne osoby.

Zaczęło się od tego, że Małe Siostry Karola de Focould, jednego ze zgromadzeń zakonnych w Częstochowie, „wypiekły” z gliny Dzieciątko. Od sióstr kupił je ks. Marek Wyjadłowski. Jezus trafił następnie do siostry księdza Marka, Anny, a ta z kolei ofiarowała go wspólnocie Betlejem w Jaworznie. W prowizorycznej kaplicy modlili się przed Nim członkowie tej wspólnoty przez ponad rok.

We wrześniu ubiegłego roku Antonina Krzysztoń przyjechała na dwa dni do Jaworzna, aby wystąpić w koncercie „Światłość w ciemności świeci”. W tym czasie odwiedziła także dom wspólnoty. Po pewnym czasie, już z Warszawy, zadzwoniła, z wielką prośbą: będzie nagrywać nową płytę z kolędami i bardzo chciałaby taką samą figurkę, aby towarzyszyła jej w czasie nagrań. Okazało się jednak, że częstochowskie siostry nie są w stanie w tak krótkim czasie przygotować nowej. - Oddzwoniłem do niej z informacją, że najwyżej możemy pożyczyć nasze Dzieciątko - opowiada dla „Źródła” ksiądz Mirosław Tosza, założyciel wspólnoty „Betlejem”. - Ucieszyłam się bardzo tą informacją, a kiedy odłożyłam słuchawkę, przyszła mi do głowy melodia i słowa nowej kolędy, którą spisałam i znalazła się na nowej płycie - dodaje Antonina Krzysztoń. Kolęda nosi tytuł „Jak to dobrze„ i jest pamiątką tamtej rozmowy. W jej wyniku ks. Mirosław umówił się z Antoniną, że kiedy będzie wracać z koncertu w Katowicach w listopadzie 2003 roku, spotkają się na dworcu PKP i nastąpi przekazanie figury. - Zrobiłem to typowo po męsku: owinąłem ją w poszewkę z poduszki, włożyłem do kosmetyczki i pojechałem do Katowic, gdzie z piosenkarką spotkałem się w barze przy kawie - zdradza założyciel jaworznickiej wspólnoty. W międzyczasie jeden z przyjaciół Antoniny dołączył do niej, przekonany, że piosenkarka ma odebrać żywe dziecko. Był więc lekko zszokowany, gdy na swoje pytanie: a gdzie jest dziecko, usłyszał od Krzysztoń: spakowane w walizce.

Figura z Jaworzna była obecna podczas całego nagrania płyty w Józefowie pod Warszawą. Piosenkarka pożyczyła ją jeszcze na tydzień swojej przyjaciółce, która przeżywała duże trudności, po czym została przekazana, już nie w kosmetyczce, ale w porządnym koszyku, na stacji benzynowej przy trasie szybkiego ruchu w Sosnowcu, by wrócić do Jaworzna. - Wtedy zrodził się pomysł, by od 2 lutego do Adwentu „wypożyczać” Dzieciątko ludziom, którzy mają jakieś duże problemy - wyjaśnia ks. Mirosław Tosza. W koszyku znajdować się będzie również płyta Antoniny Krzysztoń, na której jest prośba o nawrócenie ludzi znajdujących się daleko od Boga. Mieszkańcy wspólnoty modlić się również będą w intencji osoby lub osób, u których Dzieciątko się znajdzie.

Koncert kolęd w Miejskim Centrum Kultury w Jaworznie był koncertem charytatywnym, z którego dochód został przeznaczony na oddział dziecięcy hospicjum „Cordis” w Mysłowicach. Jak powiedziała dla „Źródła” jego dyrektor Jolanta Markowska, aktualnie pod opieką hospicjum w promieniu 100 kilometrów znajduje się około 20 dzieci. - Jest to bowiem jedyne hospicjum dla umierających na nowotwory dzieci w regionie - dodała Markowska.

ks. Jarosław Kwiecień

Koncert
Koncert
Koncert
Koncert

 

Słowo na niedzielę Słowo na Niedzielę, TVP2
12 czerwca 2004 r. godz. 21:53
Komentarz do niedzielnej Ewangelii. W Jaworznie niedaleko Katowic jest dom, którego mieszkańcami są bezdomni, byli alkoholicy, byli narkomani. Tworzą wspólnotę "Betlejem", która żyje swoim rytmem, ale też jest bardzo otwarta na innych. Starają utrzymywać się z pracy własnych rąk, niektórzy pracują poza domem, inni we wspólnocie - malują ikony, zajmują się renowacją starych mebli, które dostają od ludzi, remontują dom. Próbują robić coś dla innych, nie tylko brać, ale i dawać. Bardzo ważnym punktem ich każdego dnia jest Adoracja Najświętszego Sakramentu. Kilku z nich opowie o swoim doświadczeniu nowego życia.

 

 


NIEDZIELA Edycja sosnowiecka 47/2004  - www.niedziela.pl

                                                          Jaworzno

                                                           Sentymenty z okolic Jazu
                                                           Adam TARNOWSKI

Wspólnota „Betlejem” przy współpracy z Miejskim Centrum Kultury i Sportu w Jaworznie przygotowała koncert charytatywny zatytułowany „Sentymenty z okolic jazzu”.

Wykonawcami jazzowych kompozycji były: Gabriela Szendzielorz-Jungiewicz (fortepian), Małgorzata Maliszczak (fortepian) oraz Elżbieta Kolorz (śpiew). W programie znalazły się utwory pedagogów Instytutu Jazzu i Muzyki Estradowej Akademii Muzycznej w Katowicach: J. Glenca, M. Maliszczaka, A. Zubka, D. Janusa. Impreza odbyła się 5 listopada w Sali Teatralnej MCKiS w Jaworznie.
„Koncert Sentymenty z okolic jazzu jest dla nas kolejną okazją do spotkania się z przyjaciółmi i sympatykami »Betlejem«. Nasza wspólnota nie mogłaby powstać i rozwijać się bez wielu życzliwych i bezinteresownych ludzi, którzy od samego początku nas wspierają. W ten listopadowy wieczór chcemy wyrazić wdzięczność wszystkim, naszym darczyńcom, dobrodziejom, czyli po prostu przyjaciołom” – powiedział ks. Mirosław Tosza, założyciel jaworznickiej wspólnoty „Betlejem”.
Przed i po koncercie czynny był kiermasz, na którym mieszkańcy „Betlejem” wystawili swoje prace. Były to przedmioty z wikliny i drewna, drobne prezenty i świąteczne kartki, ikony i malowane szkło, a na deser przygotowano piernik – oczywiście domowej roboty. Zebrane podczas kwesty pieniądze zostaną przeznaczone na funkcjonowanie domu, a część z nich trafi do chorej dziewczynki.
Ks. Mirek przypomniał o tym, że wszyscy doświadczamy ubóstwa. Wielu ludzi zmaga się z biedą i niedostatkiem, ale ubóstwo dotyka również człowieka w jego wymiarze duchowym, intelektualnym i uczuciowym. „Ta prawda o ludzkiej kondycji każdego z nas wyznacza pewien określony styl relacji we wspólnocie, który każe nam unikać podziału na opiekunów, podopiecznych, ubogich i bogatych, zachowując jednocześnie świadomość zróżnicowania motywacji wstąpienia i pozostawania we wspólnocie. Nikt z nas nie jest aż tak ubogi, aby nie mógł służyć innym. Tak jak Chrystus, możemy innych swoim ubóstwem ubogacać” – mówił ks. Mirek.
Kilka dni wcześniej, 20 października, na deskach sceny „Na Progu” mieszkańcy „Betlejem” gościli brytyjskiego pieśniarza i instrumentalistę Gus’a Eyre, który śpiewa i gra country z domieszką bluesa i rock’and’rolla. „W ramach dwugodzinnego recitalu Gus nie tylko śpiewał i grał na gitarze własne kompozycje, ale jego koncert wzbogacony został również o refleksje z własnego życia osobistego, artystycznego i życia wiary” – zaznaczył ks. Tosza. Teksty piosenek, przetłumaczone na język polski, były wyświetlane na tle zdjęć, które dodatkowo urozmaicały i pogłębiały poruszane tematy. Artysta wskazywał na to, że człowiek w życiu może wybierać różne rzeczy, różne drogi. Niestety, często próby znalezienia odpowiedzi na pytanie: jak żyć? – kończą się tragedią. W kilkunastu swoich piosenkach artysta zilustrował różne drogi życia, które bezpośrednio popierał autentycznymi przykładami z życia gwiazd muzyki, filmu, teatru.


NIEDZIELA Edycja sosnowiecka 47/2004  - www.niedziela.pl

                                                          Jaworzno

                                                           Dom modlitwy i życia
                                                           Piotr LORENC

 

Bp Piotr Skucha powiedział w rozmowie z „Niedzielą”, że w Ziemi Świętej istnieją 2 miejscowości o nazwie Betlejem. W diecezji sosnowieckiej także mamy swoje Betlejem... Jest nim Chrześcijański Dom Modlitwy i Życia z Ubogimi w Jaworznie.

Szlachetna misja

„Nasze credo sprowadza się do reintegracji duchowej, społecznej i zawodowej osób wykluczonych społecznie – powiedział Niedzieli ks. Mirosław Tosza, założyciel jaworznickiego »Betlejem«. – Jest to długi proces. W pierwszej kolejności staramy się o zapewnienie schronienia, posiłków, wsparcia duchowego, psychologicznego i prawnego potrzebującym” – wylicza ks. Tosza. – Następnym etapem jest przeciwdziałanie alkoholizmowi, narkomanii i innym formom uzależnień. Staramy się także przygotowywać mieszkańców domu do samodzielnego funkcjonowania w środowisku. Pomagamy im w odkryciu głębszej motywacji do życia w oparciu o społeczną naukę Kościoła Katolickiego” – dodaje.

Dlaczego „Betlejem”?

Nazwa ta nawiązuje do miejsca i okoliczności narodzin Chrystusa. W Betlejem doszło do spotkania ubogiego Boga z ubogimi ludźmi. Wszyscy są tu w pewnym sensie bezdomni: Chrystus, bo opuścił dom Swojego Ojca, Maryja i Józef, bo przybyli na rzymski spis ludności i są ponad 100 km od własnego domu oraz pasterze, którzy trzymali straż przy swoich trzodach. „W naszym domu również spotykają się ludzie z różnych powodów bezdomni. Spotykają się ze sobą, z gośćmi i przyjaciółmi, którzy nas odwiedzają a przede wszystkim z Chrystusem, któremu podobnie jak biblijni pasterze oddają pokłon każdego dnia. Po hebrajsku »Betlejem« oznacza »dom chleba«, więc każdego dnia posilamy się Chlebem Eucharystycznym podczas Mszy św. i adoracji byśmy sami mogli stać się chlebem dla innych” – tłumaczy Ksiądz Mirosław.

Co nowego?

Ostatnim projektem mieszkańców domu jest utworzenie i zarejestrowanie stowarzyszenia „Betlejem”. Wyodrębniło się ono z istniejącego od 1994 r. Stowarzyszenia „Dobroczynność” i jest kontynuacją jego dorobku i dotychczasowych działań. Nowe stowarzyszenie jest dobrowolnym, samorządnym i trwałym zrzeszeniem członków wspieranym przez osoby dobrej woli, tworzące ruch pomocy wzajemnej. Organizacja prowadzi działalność we współpracy z Kościołem katolickim, a zasady współpracy ustala w porozumieniu z biskupem diecezjalnym.

Pracownia stolarska

Od kilku miesięcy w Jaworznie-Ciężkowicach, w dawnym budynku poczty, działa drugi dom „Betlejem” – pracownia stolarska. Zatrudnieni tam mieszkańcy wspólnoty oferują swoje usługi w zakresie wykonywania mebli, boazerii, antresoli, zabudowy wnęk, grzejników. Mogą zamontować podłogi pływające, panelowe, deskowe, wykonać półki, regały, szafki, biurka. Nie obca jest im renowacja mebli antycznych czy naprawa mebli współczesnych. Mogą także wykonać stoliki, altany, meble ogrodowe, parkany, a wszystko według życzeń klienta. Bliższych informacji udziela Grzegorz Siwy – szef stolarni – tel. 0-600-35-50-77.

Każdy ma coś do zrobienia

Obecnie w „Betlejem” przebywa 22 mieszkańców. Każdy z nich ma określone zadania. Iwona prowadzi tzw. małą księgowość, czyli zajmuje się ekonomią domu; Ela prowadzi zajęcia w pracowni artystycznej; Wiesiek z Maćkiem zarządzają kuchnią; Andrzej jest odpowiedzialny za dyżury w domu; Benek odpowiada za prace remontowe na terenie domu; Rajmund przeprowadza prace stolarskie w „Betlejem”; Piotrek troszczy się o ogród; Grzegorz jest odpowiedzialny za pracownię w Ciężkowicach, a ks. Mirosław koordynuje wszystkie te działania i dba o rozwój duchowy mieszkańców.

Kolejne wyzwania

Od nowego roku ruszy kolejne przedsięwzięcie – Centrum Edukacji Socjalnej. Pieczę nad nim będzie sprawować Stowarzyszenie „Betlejem”. „Zasadniczym celem Centrum będzie przychodzenie z pomocą m.in.: osobom długotrwale bezrobotnym, ofiarom przemocy domowej, ludziom uzależnionym. Działania będą przebiegać dwoma torami, poprzez Dział Reintegracji Zawodowej i Dział Reintegracji Społecznej” – mówi ks. Mirosław Tosza. W ramach pierwszego działu zostaną stworzone warsztaty i kursy: wikliniarski, krawiecki, gastronomiczny, stolarski, ślusarski, remontowo-budowlany, ogrodniczy, rękodzieła artystycznego, sklepik i kawiarenka. W ramach Działu Reintegracji przeszkoleni pracownicy poprowadzą warsztaty terapeutyczne, motywacyjne i planowania życia. Powstaną również grupy wsparcia oraz grupy edukacyjne. Będą prowadzone zajęcia z szeroko zakrojonej edukacji z zakresu etyki i kultury, przedsiębiorczości. Pojawią się kursy językowe i komputerowe. Nie zabraknie specjalistycznych porad prawnika, lekarzy czy kapłana, będzie działać sekcja sportowa i turystyczna.

Redaktor naczelny: ks. inf. dr Ireneusz Skubiś.
Adres redakcji: 42-200 Częstochowa, ul. 3 Maja 12. Tel. (0-34) 365-19-17.
e-mail: webmaster@niedziela.pl

 







      Poniżej Przedstawiamy artykuły opisujące naszą Wspólnotę z lat 2001, 2002 oraz 2003.   Artykuły z lat 2004, 2005.

 


Nasze Betlejem
listopad, 2003


W Jaworznie, a dokładniej w Dąbrowie Narodowej jest miejsce niezwykłe. Dawniej mieściła się tu szkoła Podstawowa nr 8. Stary, niedawno jeszcze zniszczony budynek dzięki staraniom księdza Mirosława Toszy znalazł nowe przeznaczenie. Ma dziś swoich mieszkańców, a każdy z nich ma swoją własną, trudną historię. O tym miejscu mówią - to jest nasz Dom.

Pan Mirek
Księdza jeszcze nie ma, ale za chwilę się zjawi. Na razie ja wszystko pokażę, opowiem, jak tutaj żyjemy, na imię mam Mirek - uśmiecha się serdecznie, podaje dłoń na przywitanie. Na dole jest jadalnia - duże i jasne pomieszczenie. Pod oknem ogromny stół i krzesła wokół niego. Na ścianie wielki plakat z napisem: Nasze Betlejem. Dalej jest kuchnia. - A to jest Boguś, który właśnie robi nam obiad - przedstawia mój przewodnik. Idziemy dalej. Tu są pokoje. Wszystkie maleńkie, ale ładne i schludne. Każdy z mieszkańców dba o swój kąt.
Takie same pokoiki są na górze. - Pięć po jednej stronie, po drugiej też będzie pięć, ale dopiero w przyszłym roku, jak dobrze pójdzie. Będzie miejsce, by przyjąć nowych.. N a razie trwają prace budowlane. Tu będzie biuro - mówi pan Mirek. - A teraz zejdziemy jeszcze do Oratorium. To nasza scena, tu wystawiamy przedstawienia. Wystawiliśmy sztukę według "Upadku" Camusa, teraz przygotowujemy się do "Tryptyku Rzymskiego". Pan Mirosław mieszka we Wspólnocie. Jak każdy z mieszkańców Betlejem ma swoje obowiązki w domu. Ale jest też czynnym zawodowo aktorem ze sporym stażem i osiągnięciami. Współpracował z wieloma teatrami, obecnie związany jest z Teatrem Śląskim oraz sceną w Radomiu. To postać znana nie tylko w Jaworznie. Aktor ma grono swoich wielbicieli. Ale nie chce zbyt wiele mówić o sobie, powtarza często - Nie byłoby tutaj niczego, gdyby nie ksiądz Mirosław. Opiekuje się wszystkim od początku, dba o wszystko. Bardzo mu na nas zależy.

Ksiądz Mirosław
A to jest właśnie ksiądz Tosza - wchodzącego właśnie młodego mężczyznę, wskazuje jeden z mieszkańców. Ubrany "na sportowo", krótko ostrzyżony, z bródką - na pierwszy rzut oka raczej trudno byłoby się domyślić, że to ksiądz.
Pochodzi z Jaworzna, mieszkał w Osiedlu Stałym. Ukończył Technikum Górnicze. A później sześć lat spędził w seminarium w Krakowie, kolejne 4, już po świeceniach, w jednej z parafii w Sosnowcu. Od dwóch lat mieszka razem z ludźmi bezdomnymi we Wspólnocie Betlejem. To z jego inicjatywy powstał ten dom, on też był - tak trochę"na próbę" - jego pierwszym mieszkańcem. Zaraz potem Betlejem zaczęło się zapełniać. - W sierpniu, dwa lata temu zamieszkałem ja, a zaraz potem wprowadziła się dwójka bezdomnych braci. Rysiek wciąż mieszka, jest chory, ma ostatnio kłopoty z nogą. Andrzej się już wyprowadził - mówi ks. Mirosław. Dziś w Betlejem mieszka "na stałe" siedemnaście osób. Pod koniec roku będzie prawie trzydziestu domowników. Są w różnym wieku. Najmłodszy jest Kamil, ma lat 16. Najstarszy ma prawie pięćdziesiąt . Mężczyzn jest więcej, tylko 5 kobiet. - Andżelika, Iwona, Magda, Zuzia…i jeszcze, i jeszcze…nie mogę sobie przypomnieć - ktoś wylicza imiona. Czas pobytu tutaj nie jest z góry określony - rok, pół, czy dwa lata. Jeśli ktoś chce, to może mieszkać tutaj całe życie. Odchodzą ci z mieszkańców Betlejem, którzy mają gdzie odejść.

Trudne początki
Wszystko zaczęło się tak naprawdę już w 1996 roku. Najpierw był zamysł stworzenia miejsca opieki dla osób z upośledzeniem umysłowym. Pomysł dojrzewał w trakcie. Projekt rozszerzał się, aby można było nim objąć jak największą grupę potrzebujących. - Chcieliśmy, aby to był dom dla osób, które albo nie mają własnego domu, albo z jakiegoś powodu nie mogą mieszkać "na swoim". Tu są osoby bardzo różne, tak samo jak różne są przyczyny bezdomności. Ten dom powstał tak naprawdę z potrzeb - wyjaśnia ks. Tosza. Ksiądz Mirosław od początku starał się skupić wokół pomysłu jak największą grupę ludzi. Było wielu, którzy sprzyjali. Ale też wielu uznawało inicjatorów Betlejem za nawiedzonych idealistów, zapaleńców czy wręcz… wariatów. To się nie uda - mówili. Z początku nie mieli przed sobą nawet widoków na sponsora, który pokryłby spore w końcu koszty. Budynek wymagał gruntownego remontu. Zniszczone było tu nieomal wszystko. Ale wsparcie się jakoś znalazło - i to mocne. Na początek pomogli Fundacja Na Rzecz Polski Południowej, Knauf, Atlas. - Bez ich pomocy byśmy nie ruszyli - mieszkańcy Domu mówią z wdzięcznością. Wraz z licznymi ochotnikami wywieźli 120 wywrotek gruzu, wyremontowali dach i założyli okna. Wykorzystywali do budowy, co tylko się dało. Przywieźli stare, bo 70-letnie, ale wciąż mocne belki z parafii z Suchej Beskidzkiej. Posadzka w Oratorium jest z 1930 roku. Sam budynek, którym mieściła się kiedyś szkoła, ma blisko 90 lat. Trzeba go było nie tylko odnowić, ale i przystosować do nowych potrzeb. Nie było to łatwe i tanie. Wiele jest też jeszcze do zrobienia. Sporo ludzi wsparło ich i wciąż wspiera. Ten krąg rozszerza się z dnia na dzień. Ale podkreślają, że nie chcą utrzymywać się z darowizn. Celem, do którego dążą, jest żyć z pracy własnych rąk. Jak każda rodzina nie chcą być od nikogo zależni. Chcą pomagać innym.

Tutaj każdy pracuje
Często przychodzą ludzie, którzy proszą o pomoc, niektórzy wręcz się jej domagają. Nikt nie odchodzi stąd głodny. Wielu chce zamieszkać we Wspólnocie. Zasada jest prosta: kto tutaj zostaje, musi pracować - jak wszyscy. Część osób pracuje zawodowo, "na zewnątrz". Jeden jest ochroniarzem w firmie, inny pracownikiem biurowym, ksiądz Mirosław pracuje też jako katecheta w liceum. Część swoich dochodów oddają na potrzeby domu. Pozostali pracują po prostu w Betlejem. Jedni pomagają przy remoncie, inni utrzymują porządek. Są też dyżury w kuchni. Każdy robi, co może. Każdy jest za coś odpowiedzialny. Ważnym źródłem dochodów Wspólnoty jest sprzedaż ikon, które robią sami w pomieszczeniu na poddaszu. Trzy razy w miesiącu jeżdżą z nimi do różnych parafii na terenie diecezji sosnowieckiej. W jedną z niedziel udało im się rozprowadzić 100 ikon w jednej tylko parafii. To był ich rekord. Część zysków ze sprzedaży przekazują hospicjum dla dzieci. W czerwcu zorganizowali akcję pod hasłem "Albertyńskie chlebki z Betlejem". Każdy chlebek był w ładnym, wiklinowym koszyczku, przy ich pakowaniu pomagali uczniowie ze Szkolnego Klubu Wolontariusza, działającego przy II LO w Jaworznie. - Rozprowadziliśmy aż 9 tys. chlebków. Część zysków pokryła nasze długi, udało nam się też kupić maszynę stolarską. Chcemy tę akcję urządzać każdego roku, właśnie w czerwcu, dla upamiętnienia naszego patrona, brata Alberta - mówi ksiądz Tosza. - Poza tym Betlejem, to przecież po hebrajsku Dom Chleba.

Nie samą pracą żyje człowiek
Dom ma charakter chrześcijański, więc musi być czas na wspólne modlitwy, wyciszenie się. Msze święte odprawia codziennie ks. Tosza, a w każdy czwartek jest całonocna adoracja. Przychodzi tutaj wielu ludzi z zewnątrz, by modlić się wspólnie. Ale nie tylko na pracy i modlitwie upływa czas domowników Betlejem. Każdy ma jakieś swoje hobby. Andżelika robi świece artystyczne, ładnie maluje i rysuje. Kamil jest miłośnikiem zwierząt, ma chomika, hoduje też rybki. Poza tym świetnie majsterkuje. Ksiądz Mirosław jest zapalonym kibicem. Sam nawet kiedyś grał w juniorach w Górniku Jaworzno. Pięć czy sześć lat. - W piłkę lubię grać. Kibicuję Szczakowiance. Kiedyś w diecezji wystawiliśmy też drużynę księży w lidze halowej piłki nożnej. Graliśmy przez jeden sezon - śmieje się ksiądz - Bez większych sukcesów. Pobiegaliśmy trochę, był niezły ubaw. Niedawno zrobili sobie ognisko, niedługo wybierają się do Zakopanego. A już na sierpień planują wakacje w ośrodku rekolekcyjnym. Nad morzem.

Opatrzność działa poprzez ludzi
Dom ma swoją atmosferę, prawdziwie rodzinną atmosferę, bo przecież mieszkańcy to jedna rodzina. Ludzie tu ciągle przychodzą, czasem, żeby poprosić o pomoc, a czasem, by pomóc Wspólnocie, często, żeby po prostu odwiedzić. Ktoś zjawi się raz, a potem przychodzi znowu - razem ze znajomymi, z dziećmi. W tej chwili na stałe współpracuje kilka instytucji, jest wielu sympatyków.
Oczywiście zdarzały się im i zdarzają się trudne momenty, nieraz już mieli problemy. Kiedyś zabrakło im chleba, bo nie rozplanowali wydatków. Ale akurat w tym momencie zjawił się piekarz, pan Bigaj, który usłyszał o Wspólnocie. Przez rok za darmo przywoził im chleb. Takie rzeczy są tu na porządku dziennym. Opatrzność działa poprzez ludzi.

Paweł Sarna

 


"Upadek" w Betlejem
Sosnowiec, 2003


Remontowany od kilku lat Dom wspólnoty "Betlejem" powoli nabiera kształtów. Wraz z oddaniem do użytku nowych partii budynku w życie wspólnoty wkraczają nowe przedsięwzięcia. Jednym z nich jest scena oratorium.
4 maja zainaugurowano działalność sceny monodramem Mirosława Samsela pt. Czułem się dobrze tylko w górnych sytuacjach. Jest to sztuka na podstawie opowiadania Alberta Camusa Upadek. Mirosław Samsel, mieszkaniec domu, z wykształcenia aktor, sam dokonał adaptacji dzieła noblisty oraz wprowadził pewne nowe, autobiograficzne elementy. 45-minutowe przedsięwzięcie oglądało się z zapartym tchem. Sprzyjało temu nie tylko doskonałe wykonanie, treść sztuki, ale także kameralne wyposażenie sali. Oratorium doskonale nadaje się na tego typu małe formy teatralne. Wie o tym doskonale ks. Mirosław Tosza, założyciel wspólnoty "Betlejem". I już zapowiada kolejne spektakle. W planach jest wystawienie Tryptyku rzymskiego. "Oratorium jest świeżo po remoncie, ale tworzą go elementy, które mają kilkanaście lub kilkadziesiąt lat. Odnowione wykorzystywane są na nowo. Tak jest w przypadku posadzki, która przez długie lata zdobiła kościół w Pieczyskach, tak też jest z drewnianymi balami imitującymi wiązadła, a pochodzącymi z jednego z wadowickich banków" - mówi ks. Mirek. Spektakl obejrzało ok. 30 osób.

Piotr Grzybowski
Tygodnik katolicki Niedziela
Edycja sosnowiecka, nr 20 z 2003 roku

 


Bezdomni pomogą dzieciom z hospicjum
Sosnowiec, 2003-06-21

Około 8 tys. chlebków rozprowadziła w ramach akcji Albertyński Chleb z Betlejem wspólnota "Betlejem" z Jaworzna, do której należą ludzie bezdomni.

Akcję zorganizowano w diecezji sosnowieckiej po raz pierwszy. Bezdomni podzielą się zebraną kwotą z hospicjum dla dzieci w Mysłowicach.

Z okazji uroczystości ku czci św. Brata Alberta, patrona diecezji sosnowieckiej, twórca wspólnoty "Betlejem" ks. Mirosław Tosza postanowił rozprowadzać chlebki w parafiach. Za uzyskane w ten sposób ofiary będzie możliwy dalszy remont starej szkoły w Jaworznie, przy której pracują członkowie wspólnoty. W tym celu kupili m.in. maszynę stolarską.

Najwięcej chlebków (po 700 sztuk) sprzedano w parafiach: św. Wojciecha w Jaworznie, Będzinie Syberce i św. Andrzeja w Olkuszu. W niektórych parafiach chlebki rozprowadzali sami mieszkańcy jaworznickiego domu, w innych wolontariusze z parafii. - Wszędzie, gdzie nas zaproszono, spotykaliśmy się z życzliwym przyjęciem. Dzięki temu uzyskaliśmy około 20 tys. złotych - mówią mieszkańcy "Betlejem".

Pieczywo wyprodukowała piekarnia z Chełmka, a koszyczki pochodziły od importera wikliny z Bielska Białej, który za rok obiecał przygotować je w dowolnym kształcie i specjalnie sprowadzić z Wietnamu. Pakowaniem chlebków w koszyczki i folię zajęła się natomiast młodzież z II LO w Jaworznie.

- Bezdomni chcą także dzielić się zebranymi ofiarami z jeszcze biedniejszymi od siebie. W tym roku 10 procent przeznaczyli na kolonie letnie dla dzieci z hospicjum w Mysłowicach. To jest pomoc ubogich dla uboższych - opowiada KAI ks. Mirosław Tosza, założyciel wspólnoty.

KAI (kjk //per)
Katolicka Agencja Informacyjna

 


Tryptyk rzymski w Betlejem
Sosnowiec, 2003

Jaworznicka wspólnota "Betlejem" przygotowała i wystawiła kolejne przedstawienie teatralne. Tym razem wybór mieszkańców domu padł na "Tryptyk rzymski" Jana Pawła II. To już kolejne widowisko wystawione na deskach domu wspólnoty "Betlejem".

"Pomysł scenicznego pokazania utworu napisanego przez Jana Pawła II powstał zaraz po jego opublikowaniu. Baliśmy się jednak, czy podołamy temu trudnemu zadaniu. Tryptyk nie jest dziełem łatwym, dlatego wystawiając go w sali naszego oratorium, po trosze go wyjaśniamy, a po trosze dzielimy się tym, jak my go rozumiemy" - wyjaśnia ks. Mirosław Tosza, twórca wspólnoty "Betlejem". To nie pierwsze przedstawienie wystawione w "Betlejem". Kilka miesięcy wcześniej pokazano monodram oparty na Upadku Alberta Camusa oraz odbywały się koncerty znanych artystów, m.in. Antoniny Krzysztoń. Oczywiście, nie tak łatwo byłoby te wszystkie imprezy kulturalne przeprowadzić, gdyby nie mieszkający od kilku miesięcy we wspólnocie Mirosław Samsel - zawodowy aktor. To na nim spoczywa ciężar adaptacji utworów i opracowania roli. Jak na razie, czyni to wyśmienicie. Spektakl będzie można zobaczyć jeszcze kilka razy. Bliższe informacje - kiedy i o której godzinie będzie wystawiony - można uzyskać pod numerem telefonu (0-32) 752-79-26.

Adam Tarnowski
Tygodnik katolicki Niedziela
Edycja sosnowiecka, nr 43 z 2003 roku

 


Bezdomni wystawili adaptację "Upadku" Camusa

Jaworzno, 2003-05-15


Czułem się dobrze tylko w górnych sytuacjach" to monodram, w którym człowiek, z butelką jałowcówki w dłoni, podsumowuje swoje życie. Sztukę przygotowali... bezdomni z domu Wspólnoty "Betlejem".

Scena "Oratorium" powstała wśród bezdomnych w Jaworznie. Jej twórcą jest zawodowy aktor Mirosław Samsel, który zamieszkał w domu Wspólnoty "Betlejem", składającej się głównie z bezdomnych.

Można powiedzieć, że był to przypadek, chociaż dla człowieka wierzącego nie ma przypadków - podkreśla w rozmowie z KAI ks. Mirosław Tosza, założyciel wspólnoty (...) .

            Artykuł w całości przedstawiliśmy w dziale : Scena ,,Na Progu,,

KAI (kjk //per)
Katolicka Agencja Informacyjna

 


Mało obstawiony święty

Książka: Cztery reportaże z Bratem Albertem w tle

Księgarnia Św. Jacka,
Katowice, 2002


 

 Mało obstawiony święty ISBN: 83-7030-400-1
format: 125x195, stron: 64, oprawa: miękka
[KSJ0155B08446]
Cena: 11,00 zł

Bohaterami są:
Wanda Zanussi - matka reżysera Krzysztofa Zanussiego,

s. Lidia Pawełczak - Albertynka,

Barbara Szułczyńska i jej syn Albert -
który był 'dowodem' w procesie kanonizacyjnym św. Brata Alberta,

oraz ks. Mirosław Tosza , który zamieszkał
z bezdomnymi i stworzył dla nich dom.



 



Biegnę swobodnie

Jaworzno, maj 2002


Według księdza Mirka podstawowe problemy człowieka biorą się nie z niezaspokojenia potrzeb socjalnych, ale z braku sensu życia, z poczucia własnej zbędności. W "Betlejem" każdy jest osobą, nie bezdomnym. Ma imię, swoją historię, mniej lub bardziej trudną przeszłość, talenty i marzenia.

Od autorki: Kiedy zaczynałam pisać reportaże o trzech cnotach głównych - wierze, nadziei i miłości, nie przypuszczałam, że ich głównym bohaterem, poza przedstawianymi postaciami, stanie się św. Brat Albert Chmielowski. To, że pojawił się w każdym z tekstów, odczytałam jako znak. Uznałam, że chciał się w ten sposób przypomnieć. Brat Albert - artysta, który rzucił malarstwo, żeby zamieszkać z ubogimi w ogrzewalni miejskiej, to ważny święty naszych czasów. I ulubiony święty Jana Pawła II.

WIARA

Ten dom ks. Mirosław Tosza nosił w sobie już od czasów seminarium. Ale wtedy jeszcze była tu Szkoła Podstawowa nr 8 w Jaworznie. I nikt nie przypuszczał, że klasa po prawej stronie od wejścia zamieni się w jadalnię i oddzielone meblami miejsca sypialne dla mężczyzn (kiedy chce się wejść, mówi się "puk, puk"). Klasa obok - w obszerną kuchnię. Że na pierwszym piętrze przy schodach będzie pokoik niepełnosprawnego Piotra (wita wchodzących swoim zdjęciem na szafie - szczupły w okularkach). A piętro wyżej kaplica z podłogą z ruchomych jeszcze desek i ścianami z surowych cegieł, z których zbito tynk.

Obok stolarnia, miejsce, gdzie domownicy malują ikony, a na strychu samotny pokój ks. Mirka, z oknem w dachu, z widokiem na niebo. Kiedy tylko znajdą się środki, na piętrach z gołymi deskami stropów powstaną pokoiki z jednym oknem, żeby każdy z mieszkańców "Betlejem" - Chrześcijańskiego Domu Wspólnoty dla Bezdomnych miał swój kąt. Dziś mieszka tu jedenaście osób, w przyszłości może trzydzieści.

W przeszłości ks. Mirek był sam ze swoimi pragnieniami. Od 15 lat działa we wspólnocie niepełnosprawnych "Wiara i Światło": - Pan Bóg tak mną kierował, że od początku poznawałem Go przez ubogich. Po święceniach chciał wstąpić do Wspólnoty Jerozolimskiej w Paryżu. Pojechał tam na próbę. Pamięta noc z czwartku na piątek, kiedy na zmianę z innymi kapłanami adorował Najświętszy Sakrament. Wrócił pod klasztor o trzeciej w nocy i zorientował się, że zapomniał kluczy. Nie chciał nikogo budzić, więc postanowił poczekać. Właśnie wtedy pod drzwi podeszła kobieta z dzieckiem, przykryła się kocem i usnęła.

- Siedziałem przy nich jak na szpilkach, nie wiedziałem, jak się zachować. I wtedy ona się obudziła, nie mówiła nic, tylko patrzyła na mnie wielkimi oczami. Dopiero na "Dniu pustyni" zrozumiałem, że w kościele adorowałem Chrystusa wśród kwiatów i świec, a kiedy później ten sam Chrystus leżał pod drzwiami, to chciałem uciec. Dotarło do mnie, że może specjalnie nie wziąłem tych kluczy, żeby podwójnie Go adorować. Uświadomiłem sobie, że gdybym wstąpił do wspólnoty mnichów, nigdy bym nie mógł tej kobiecie powiedzieć: "Wejdź do domu".

Na dom "Betlejem" musiał jeszcze trochę poczekać. Pracował jako ksiądz diecezjalny w Sosnowcu Juliuszu i nagle, 14 lutego 1996 r., ks. dziekan Józef Lenda, kapelan Stowarzyszenia Dobroczynności, zaproponował mu przejęcie budynku szkoły w Jaworznie. Decyzję podjął tej samej nocy razem z przyjaciółmi z Ruchu "Wiara i Światło". W poszukiwaniu własnej formuły domu odwiedzali wspólnoty dla ubogich we Francji - "Emaus", "Chleb Życia", w Krakowie - "Chleb i Światło". Zastanawiali się, czy przyjmować tylko niepełnosprawnych, czy samych bezdomnych. Stopniowo przyjaciele się wykruszyli, znów został sam, ale na ich miejsce niespodziewanie przyszli nowi. Trzeba było wyciągać dom z ruiny.

- Wtedy Pan Bóg podsunął mi Małgosię. To ona załatwiła większość darowizn, materiałów, to dzięki niej możemy tu być - wspomina. Małgorzata pracuje zawodowo w firmie komputerowej, większość czasu spędza tu, ale nie chce opowiadać o swoich staraniach: A można nie mówić nic? - kołysze się na butach z koturnem.

We wrześniu ubiegłego roku ksiądz przeprowadził się do pustego budynku. Pod koniec miesiąca zgłosił się do niego bezdomny Andrzej, który wrócił z leczenia odwykowego: - Zląkłem się, że pójdzie na dworzec i go przyjąłem. Za kilka dni z leczenia wracał jego brat Rysiek. Zamieszkali we trzech.

- Księdza żem znał dużo wcześniej z parafii. Tu były gołe ściany i gruz, ale lepiej w takim miejscu niż w lesie albo na stacji. Chciałem odbudować swoje życie wewnętrzne i tu znalazłem to, czego kiedyś szukałem, chciałem zostać misjonarzem... Rychu opalony pierwszym słońcem, w dżinsach na szelkach, to filar domu. Jego brat Andrzej zapił raz i drugi, więc musiał odejść. W listopadzie wprowadziły się dziewczyny. To część ekipy, która przyszła tu z wyboru. Mają rodziny, ale chcą być we wspólnocie, przejęły odpowiedzialność za dom. Agnieszka, Magda, na co dzień pracująca w domu dziecka, Iwona, ekonomistka, agentka ubezpieczeniowa. Niedawno złożyły prywatny ślub przed Panem Bogiem, że zostaną tu na pół roku. Potem przyszedł Piotr, który co dzień dojeżdża na warsztaty terapii zajęciowej. Właśnie z nich wrócił, elegancki, w białej koszuli, słychać jego wysoki śmiech. Kolejno zamieszkali tu: Tadeusz z noclegowni w Krakowie, Ludwik, Łukasz.

- Jestem tu od lutego, minus ostatnie półtora miesiąca - mówi z półuśmiechem. - Co ja tu robię? Chyba dobre wrażenie. Jego kłopoty zaczęły się w liceum, teraz ma trzydzieści lat. I najmłodsza Zuzia. Ojciec pił, macocha krzyczała, matka zmarła, gdy była w pierwszej klasie, siedmioro rodzeństwa tłoczyło się w jednym pokoju.

- Trwa proces o pozbawienie jej ojca praw rodzicielskich, chcemy, żeby Agnieszka została opiekunem prawnym Zuzi - mówi ksiądz. Agnieszkę, krótko obciętą z ognistymi pasemkami, wkładającą na Mszę długą tunikę, nazywają matką. Razem z pozostałymi dziewczynami i księdzem radzi, jak rozwiązać problemy, martwi się każdym z osobna, ostatnio ich najmłodszym dzieckiem - Zuzią. Zuzia po ciężkich doświadczeniach przeżywa szalone zakochanie. Chcieliby, żeby była rozsądna, ale jak to wytłumaczyć siedemnastolatce z rozpalonymi oczami, kończącej właśnie gimnazjum.

- Nie ma granicy, że to my, a to osoby bezdomne, wspólnie doświadczamy życia rodzinnego - podkreśla ksiądz Mirek. - Na razie jest nas niewielu, dlatego łączą nas mocne więzi, razem jemy, pracujemy, modlimy się. Ksiądz automatycznie został ojcem. - Dobrze, że jest ktoś, kto nami kieruje - mówi Rychu. - On nie chce być lepszy od innych, robi to, co my, to złoty człowiek.

Ks. Mirek: - Mają pretensje, że jestem za miękki, nie za bardzo nadaję się na założyciela. W przyszłości ksiądz powinien zająć się tym, co do niego należy - być ojcem duchownym. Muszę podejmować decyzje, czy ktoś zostaje, czy nie, a jednocześnie służyć im jako duszpasterz i spowiednik. Nie chcę być ojcem dyrektorem - tak się do mnie zwracają, kiedy chcą mnie wkurzyć.
Dom jest koedukacyjny. Trzeba dbać o skromność strojów, gdy się wychodzi do łazienki. Dom jest chrześcijański, ale nikt nie narzuca przybyłym uczestnictwa w praktykach religijnych. Łukasz na początku nie kwapił się do modlitwy, teraz przyłącza się do nich: - Podoba mi się tu niezależność, wszystko wybieram sam. Ksiądz: - Staramy się tak żyć, żeby dawać świadectwo. Skromny, w jednej sutannie albo uszytym przez dziewczyny wyjściowym tużurku, nosi na piersiach drewniane serce z krzyżem - znak pustelnika Karola de Foucauld, medaliki z Aniołem Stróżem i Matką Bożą Szkaplerzną. Nie ma samochodu, jeździ na motorze.

Iwona zawsze miała pragnienie wspólnoty, czegoś więcej niż przebywania z rodzicami i siostrą. Jej jasne włosy odcinają się od suszącej się za domem kolorowej pościeli: - Plan dnia jest prosty: o szóstej trzydzieści rozmyślania, a o siódmej Jutrznia, później Msza św., w czwartki spotkania formacyjne. Najbardziej lubię noce z czwartku na piątek, potrafimy wstać o trzeciej i czuwać przed Najświętszym Sakramentem. Patrząc po ludzku, nikomu by się tak nie chciało, ale widać, że nie złączyły nas więzy krwi, tylko Bóg. Z ludzkiego punktu widzenia nie opłaca się tu mieszkać - zdarzają się konflikty, warunki bytowe są trudne, ale jest coś ponad to. Rzadko jest się tu samemu, nawet nocą, za meblami słychać oddech koleżanek, ale zawsze można się wyłączyć, iść do kaplicy.

Dom nazywa się Betlejem, co w tłumaczeniu z hebrajskiego znaczy Dom Chleba. Jednym z patronów diecezji sosnowieckiej, na terenie której leży Jaworzno, jest św. Brat Albert, który mówił: "Trzeba być dobrym jak chleb". Wspominają, jak w grudniu zeszłego roku zabrakło im chleba na kolację. Andrzej wyszedł, żeby go kupić, a wtedy przed domem przyhamował samochód piekarza z sąsiedniego Długoszyna: Będę wam dawać codziennie chleb - zaproponował.

- W Betlejem odbyło się spotkanie ubogiego Boga z ubogim człowiekiem - opowiada ksiądz. - Na pierwszą adorację Boga w historii Kościoła przyszli pasterze z pastwiska. Nikt tu nie je cudzego chleba, nie jest na niczyim garnuszku. Warunkiem bycia w domu jest podjęcie pracy, rozwój. Tadeusz dużo czasu spędza w kuchni, Ludwik w ogrodzie, inni piorą, gotują, sprzątają, przyklejają na deski reprodukcje ikon do sprzedaży. Ci, którzy pracują na zewnątrz i ksiądz, który katechizuje w liceum, dzielą dochody między wspólnotę. Ksiądz nie lubi wielkiej i głośnej pracy charytatywnej. Kiedyś Matce Teresie z Kalkuty powiedziano, że to, co robi, to kropla w morzu potrzeb. Odparła, że bez tej kropli morze byłoby uboższe. Jest pewien, że nie wielkość dzieła decyduje o jego jakości, ale miłość, jaką się w nie wkłada.

Przy wejściu do kaplicy wiszą patronowie domu - św. Brat Albert i św. Teresa od Dzieciątka Jezus. "To święci nas wybierają, nie my świętych" - twierdzi ksiądz. Brat Albert przyszedł do niego wcześniej. Podczas lektury "Brata naszego Boga" Karola Wojtyły wstrząsnęła nim scena, kiedy malarz przyniósł do ogrzewalni ubrania, a bezdomni krzyczeli: "Dajesz to, co ci zbywa". I wtedy ten wzięty artysta zdecydował się dać im całego siebie, poszedł na całość. Stworzył nowe ramy życia wspólnotowego - zamieszkał z ubogimi pod jednym dachem, dzielił z nimi chleb, modlitwę.

- Św. Teresa te ramy wypełnia - wyjaśnia ks. Mirek, stojąc pod jej wizerunkiem, a mnie przez chwilę wydaje się, że mają te same oczy. - Pokazuje, jak będąc człowiekiem ubogim, z przejściami, słabością, zostać świętym. Przyszła do niej kiedyś siostra zniechęcona życiem zakonnym, a ona jej powiedziała: "Przypominasz mi dziecko, które próbuje wejść po schodach do mamy i wciąż się przewraca, aż wreszcie mama bierze je na ręce i wnosi na górę". Św. Teresa wie, że ramiona, które wniosą ją na górę, są ramionami Jezusa. Ksiądz Mirek nazywa ją szaloną w zaufaniu: - Tam, gdzie ludzie mówią: "Nic się nie da zrobić", ona mówi: "To jest granica, którą odkrywam po to, żeby Bóg zaczął działać w sposób zupełnie hojny". Nigdy nie rezygnuje, cały czas przekracza niemożliwe. Ludzie mieszkający w "Betlejem" też wielokrotnie zaczynali na nowo. Jest tu kilku alkoholików. Ryszard cztery razy wracał na leczenie.

Dlatego dotąd nie stworzyli sztywnego regulaminu. - Skoro Pan Bóg wierzy w człowieka, nam nie wypada w niego nie wierzyć - mówi ksiądz Mirek. - Życie ma wyprzedzać wszelkie struktury. Dla niego kryterium wspólnoty jest rodzinność. Więź z ludźmi i Bogiem. (W czasie odwiedzin bp sosnowiecki Adam Śmigielski napisał im w kronice: "Błogosławię ks. Mirosławowi i jego rodzinie"). Dlatego nie wyrzucają nikogo po pierwszym zapiciu, zastanawiają się, co robić, próbują wytłumaczyć, że trzeba się dostosować. Ale każdy musi chcieć o siebie walczyć i nie zapominać o innych. Niedawno przyszedł do nich człowiek, który wyszedł z więzienia.

Ksiądz: - Kilka razy wrócił pijany nad ranem, więc musieliśmy mu podziękować, a wtedy zaczął straszyć, że popełni samobójstwo. Tłumaczyłem mu: "My tu mamy Zuzię, której ojciec wracał o czwartej rano pijany, jak tu zostaniesz, to ona popełni samobójstwo". Przyjął ten argument i odszedł.

Ksiądz: - Życie wspólne obnaża. Człowiek odkrywa, że sam nie jest idealny. Czasem trudno być razem, ścierają się temperamenty. Wtedy przypomina sobie słowa św. Teresy, niemogącej znieść jednej z sióstr: "Jezu, kochaj tę siostrę we mnie". Wszystkie problemy znikły, kiedy przez miesiąc umierał u nich chory na raka, bezdomny Jędrzej. Pełnili przy nim dyżury, a ostatniej nocy czuwali na przemian przy Najświętszym Sakramencie i przy chorym. W liście pożegnalnym, takim swoim testamencie, Jędrzej napisał, żeby dalej pełnili swą misję. Umarł przy nich wszystkich, otoczony modlitwą. Ktoś stwierdził: Żył jak żebrak, a umarł jak król. Po śmierci każdy mógł mu coś powiedzieć na ucho, tylko Piotr nie umiał się zdecydować. Dopiero następnego dnia w prosektorium nachylił się nad zmarłym: Trzymaj się - głośno wyszeptał przyjacielowi.
Według księdza Mirka podstawowe problemy człowieka biorą się nie z niezaspokojenia potrzeb socjalnych, ale z braku sensu życia, z poczucia własnej zbędności. W "Betlejem" każdy jest osobą, nie bezdomnym. Ma imię, swoją historię, mniej lub bardziej trudną przeszłość, talenty i marzenia.

Ludwik, 41 lat, poważny, skupiony, jakby wstał od pisania pracy naukowej, właśnie wrócił z przydomowego ogrodu. Kilka dni temu posadził w nim drzewka.

Iwona: - Wstaje o czwartej rano, żeby je podlać, cieszy się, że spadł deszcz. Tu odkrył w sobie duszę ogrodnika. - W młodości ciągle zbyt byłem sobą, wciąż miałem coś do powiedzenia, nie układało mi się z matką. W małżeństwie przestałem ufać człowiekowi, to była 12-letnia gehenna - nachyla się nad rabatką, wyrywając pokrzywę. - O człowieka trzeba dbać jak o roślinę, słaba, zarośnięta chwastem, ginie. Nie pielęgnowałem swojego wnętrza. Byłem jak partyzant, teraz znalazłem spokój, mogę ufać innym. Jego domowym patronem jest właśnie Brat Albert, wyciągnął go podczas losowania.
Tadeusz ma św. Królową Jadwigę, Piotr - siostrę Faustynę Kowalską, Zuzia - św. Teresę Wielką. Przydomowy ogród Ludwik nazwał imieniem Jędrusia, który zmarł w jego urodziny. - Wiem, że ma lepszy w niebie - mówi. Nad kawałem ziemi przy domu zawisły paszcze koparek, zostało jeszcze sporo terenu do wyrównania.
Rychu tu zaczął malować ikony, wypełniać farbą postaci Maryi i Syna. Niebawem pojedzie na kurs malowania do jezuitów do Zakopanego.

Ksiądz Mirek był niedawno w Krakowie. Podczas "Dni z Teresą" wygłosił wykład na temat: "Teresa - święta", którego mottem były jej słowa: "Oddałam wszystko, biegnę swobodnie".

Barbara Gruszka-Zych
Tygodnik katolicki Gość Niedzielny

 

 

 

 

 

 


:

: